Dzieci zaczęły od małego „warsztatu stolarskiego". Każdy dostał swoją deseczkę, garść gwoździ i młotek – i kto by pomyślał, że z takiego stukania powstanie... jeżyk! Gwoździe stały się kolcami, a maluchy z zapałem dobijały każdy kolejny, jakby od tego zależała przyszłość całego gatunku.
Potem przyszła pora na koraliki – ale nie byle jakie. Dzieci nawlekały je na kolce jeża, dzięki czemu każdy jeżyk zyskał własny, kolorowy „kolczasty" wzór. Trochę zręczności, trochę śmiechu i nagle całe stado jeżyków wyglądało jak po wizycie u bardzo kreatywnego stylisty.
Na koniec ruszyliśmy w gry i zabawy, przy których poziom energii w sali przekroczył wszystkie normy. Śmiech, ruch, radość – wszystko, co potrzebne, żeby dzień naprawdę się udał.
